Łódź

Tak wiem, długo nie pisałam. Jednak wcale nie oznacza to, że nie pichciłam w kuchni. Pojawiło się kilka nowych potraw, po prostu brakło mi czasu na zamieszczanie wpisów. Zbyt wiele zadań, za mało czasu.

Prawda jest taka, że i teraz nie zobaczycie nowego przepisu… Przynajmniej nie takiego, jakiego oczekujecie.
Każdy kto mnie zna, wie zapewne, że jestem cholernie ambitna, wygadana, uparta i przeważnie mam wiele do powiedzenia :). Jednak życie dało mi już niejedną lekcję pokory i nauczyło doceniać to, co zsyła nam los. Przede wszystkim doceniać ludzi i bagaż jaki niosą, i wnoszą do naszego życia.

Wróciłam kilka dni temu ze szkolenia z Łodzi. Szkolenia, na które jechałam zupełnie niechętnie. Nieprzekonana. Pewnie pamiętacie, że moje ostatnie szkolenie miałam w Katowicach, w innym banku.
Każda zmiana w jakiś sposób nas buduje, wpływa na nas, coś dodaje, daje do namysłu. Jednak to co się wydarzyło w Łodzi, zmieniło mnie inaczej.
Przyzwyczailiśmy się do życia w bezpiecznych bańkach, otoczeni rutyną, tym wszystkim co już znane. Bezpieczni. Odbębniamy swoje. Jednak, to co najistotniejsze w życiu rzadko bywa zaplanowane. Życie nie pyta, nie czeka. Tylko rzuca nas w wir emocji, przeżyć, chwil. I właśnie tego doświadczyłam w ostatnim tygodniu w Łodzi. Mężczyzna, którego poznałam, rzucił mnie właśnie na taką głęboką wodę i … w pewien magiczny sposób wyzwolił mnie z tego, czym byłam uwiązana. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak bardzo sobą, i tak dobrze z tym się czułam. Szkolenie jakie przeprowadził, w sposób którego nie umiem opisać, otworzyło mnie. I tak myślę, że to było to, czego potrzebowałam. Wyjść poza bezpieczną skorupkę i pokazać jaka naprawdę jestem. Spojrzeć na siebie. I uśmiechnąć się :). Poczuć życie.

Dziś, pozwalam sobie na budującą refleksję. I dzielę się z wami, ale też otwarcie mówię o tym co docenić należy. Ponieważ niedocenianie kogoś, jest takim samym odstępstwem od prawdy, jak przecenianie kogoś… Być może, nikt tego nie przeczyta. A może i lepiej. W końcu zaczęłam tworzyć tego bloga i pisać, głównie dla samej siebie.  Jak pamiętnik. Nawet nie dbałam o dobrą reklamę – słaba sprzedaż ;).
Ale pisząc o tym, czuję, że oddaję szacunek tej osobie. Osobie, która tak bardzo wpłynęła na moje życie, w tak krótkim czasie. Nie często zdarza się spotykać w życiu tak inspirujących ludzi.
Tak więc dziś, czuję się bardziej wolna. Ponieważ jedynym ograniczeniem jakiego możemy się obawiać w życiu, jesteśmy my sami… I to jest lekcja, której nauczył mnie ten wyjątkowy nowo poznany mężczyzna, zupełnie nieoczekiwany – energicznie rzucający nas jak kaczki na głęboką wodę :).
Ten wyjazd to był ten przełomowy moment w życiu, który burzy to co znane i wnosi  nowe. Otwiera perspektywy, a przede wszystkim nas samych.

Czasem gdy ktoś spogląda na moje życie, pyta kiedy ja miałam czas robić to wszystko. Skończyłam prawo, informatykę podyplomową, studiowałam też filozofię, którą rzuciłam po roku :). Rozpoczęłam doktorat z wolnej stopy z filozofii prawa. Pracowałam w kancelariach, sądach, biurze poselskim, bankach, nawet w sklepie jako sprzedawca :). Wielu dziwi się i uważa, że to dużo – zbyt szalenie. I rzeczywiście, byłam w wielu miejscach. Jednak w każdym z tych miejsc poznałam nowych ludzi.
Nikt nie powiedział, że życie będzie proste. Tego co ważne, trzeba trochę poszukać. Znaleźć własne miejsce w życiu… Ale warto.

Gdy tak byłam w różnych miejscach, zdałam sobie sprawę, że należy doceniać to, co inni chcą nam przekazać. Uszanować ich bagaż, czas i chęć tego, że chcą się dzielić z nami. Korzystajmy z tego. Porzućmy upór i przekonanie wszechwiedzy. Po prostu… otwórzmy się i pozwólmy, by ktoś inny dla odmiany wskazał nam drogę. A jeśli zechce, poprowadził. I pamiętajmy, że każdy pilot ma swojego co-pilot’a. W życiu nie jesteśmy sami. Więc doceniajmy innych i ich wkład w nasze życie.

Tym razem, nie podarowałam wam więc przepisu kulinarnego, ale… przepis na życie.

Reklamy

Chłopski garnek ;)

Długo nie pisałam, ale nie jest to winą braku inwencji twórczej – a raczej czasu. Moja praca pochłania mnie dość intensywnie, także prywatnie i pozostaje mi niewiele czasu na własne przyjemności. Ale pracować lubię, więc źle nie jest :).

Nadeszły chłodne dni, a zatem i pora na ciepłe męskie danie :)). Chłopski garnek to potrawa idealna na mroźny poranek lub wieczorne rozgrzanie dla każdego z panów. Moją mam zamiar właśnie przetestować jutro na jednym tygrysku :).

Składniki:
– 0,5 kg mięsa mielonego,
– 250 g pieczarek,
– 2 cebule,
– kilka ząbków czosnku,
– olej,
– przyprawy: do mięsa mielonego, papryka, pieprz, sól, idąc na skróty przyprawa Winiary jak kto woli :).

Najpierw powinno się delikatnie podsmażyć cebulę, pokrojoną w plasterki. Następnie dodać do niej mięso mielone i smażyć razem ok. 8 minut. Potem dokładamy na patelnię obrane i lekko opłukane pieczarki oraz przyprawy wraz z czosnkiem pokrojonym w plasterki. Radzę kroić czosnek, gdyż przeciśnięty przez praskę nie daje takiego smaku :).
Całość gotujemy ok 20 minut.
I tak naprawdę – danie gotowe. Skomplikowane nie jest, choć oczywiście ja staram się jak zwykle dodawać do każdej potrawy jakieś własne przyprawy i dodatki – tworząc własną parafkę kuchenną :).

garnek chłopa

Na nowy początek :)

Hmm, zaskakująco ostatnio przebiegają moje dni. Te, o których myślę, że upłyną spokojnie – stają się gwałtowne i burzliwe, jak przelotne burze :). Zadziwiają mnie reakcje ludzi, których znam od dawna. Pojawiają się dziwne niezapowiedziane sytuacje. Z małych kropelek porozbijanych niby nieistotnych zdań, tworzą się całe monumenty słowne…
Życie, całe w sobie.

W każdym razie, nowy początek się dla mnie rozpoczął. Nowy rozdział w życiu :). Zabawne, że kiedy coś jednego się kończy, nagle coś innego się zaczyna. Tak jakby życie samo chciało wypełnić pustkę. Być może, każda część naszego życia musi być zajęta. Musi być czymś okupowana. Nie ma miejsca na wolną przestrzeń…

Zrobiłam dziś troszkę przemyślane, choć jak niemal zwykle spontaniczne ciasto. Zabrakło mi w sklepach masy krówkowej, więc musiałam improwizować :).

ciasto2

Składniki:
– kilka paczek herbatników otoczonych wspomnieniem…,
– śmietana kremówka (ja użyłam dwóch małych),
– krem do tiramisu (tak zwana improwizacja),
– banan,
– mleko (do kremu),
– wiórki kokosowe,
– cukier puder,
– cukier waniliowy,
– śmietan-fix,
– posypka kakaowa.

Herbatniki wykładamy na podstawkę. Wysmarowujemy je wcześniej przygotowaną zgodnie z opisem na opakowaniu masą tiramisu. Następnie ponownie układamy herbatniki, które tym razem pokrywamy gęstą bitą śmietaną. Dodajemy kolejną warstwę, w zależności od ilości herbatników. Gdy warstwy są ułożone, górę wysmarowujemy bitą śmietaną i posypujemy wiórkami kokosowymi oraz posypką kakaową. Ciasto odstawiamy do lodówki, herbatniki muszą zmięknąć :).
W każdym razie, słodkość gotowa! :)

ciastooo1

Kaszanka z cebulką

Pomysł na pyszne danie, gdy kolacja nagle nas zaskoczy :).

IMG_20150620_200414

Składniki:
– dobra gotowa kaszanka,
– cebulka,
– przyprawy: sól i pieprz.

Danie niezwykle szybkie, proste, bez żadnych udziwnień :D. Cebulkę podsmażamy na oleju aż się zarumieni. Dodajemy kaszankę pokrojoną w plasterki i doprawiamy solą i pieprzem.
Oczywiście, do potrawy można dodać także podsmażone pomidorki. Jak to lubi i co wybiera. W kuchni trzeba być spontanicznym i innowacyjnym ;).
Do tego kromki chleba obowiązkowo grubo posmarowane masłem. I facet z głowy :).  Nie, nie no żartuję :D.

IMG_20150620_200600

Tradycyjna kolacja, jak za dawnych lat. Smacznego :).

Torcik a’la rafaello

Dzisiaj. Dzisiaj jest rzeczywiście znaczące. Miałam w pracy ciężki, bardzo stresujący, wymagający, ale… pocieszający dzień :). Odwiedził mnie dobry kolega z moich ostatnich dalekich katowickich wędrówek. Człowiek tak pełen wiedzy i zawodowego obycia, że przebywanie z nim sprawia mi prawdziwą przyjemność, a jego rady są dla mnie cenniejsze niż sztabki złota :). I dzisiaj, gdy byłam tak oszołomiona nadmiarem pracy, nowości, obowiązków, osobistych wyzwań, szczególnie rodzinnych…, ten człowiek okazał mi zrozumienie, otuchę, ale przede wszystkim cudowne wsparcie.
Zapewne i tak nigdy tego nie przeczyta, ale pisząc o tym, może w jakiś sposób oddaję hołd jego ciężkiej pracy :). I jestem niezmiernie szczęśliwa, że miałam okazję poznać zarówno jego, jak i naszego wspólnego dobrego znajomego Sławka :). Obaj są w mojej opinii prawdziwymi profesjonalistami i naprawdę fajnymi ludźmi :).

Tak więc, dziś, postanowiłam zrobić coś, o czym wielokrotnie wspominałam Sławkowi, w czasie naszych licznych wspólnych katowickich obiadów :). A mianowicie, torcik a’la rafaello. Jedynie „a’la”, ponieważ przyznaję szczerze, że nie miałam czasu ani sił by upiec własny biszkopt. Wróciłam z pracy przed 19 i byłam tak wyczerpana, że ledwie starczyło mi sił by ubić pianę :). Tym razem zatem wybrałam wersję prostszą i skorzystałam z kupnego biszkoptu.

Oczywiście, nic – absolutnie nic – nie zastąpi satysfakcji, jaką daje własne upieczenie ciasta, tortu czy też samego biszkoptu. Zapach jaki unosi się wtedy w domu jest niezastąpiony… Jednak inne rozwiązania można także wypróbować, tym bardziej jak wychodzą tak dobre jak ten, a czasu brak :).

IMG_20150609_195604

Składniki:
– gotowy biszkopt,
– 2 śmietany 30%, 660 ml,- 2 opakowania śmietan-fix,
– paczuszka wiórek kokosowych,
– tabliczka białej czekolady,
– dodatkowo można dodać: kilka łyżeczek cukru pudru i cukru waniliowego.

Najpierw należy ubić śmietanę. Polecam własnymi rękoma, za pomocą trzepaczki. Męczące, ale efekt o niebo lepszy :). Pod koniec ubijania trzeba dodać cukier waniliowy i cukier puder, jeśli chcemy z nich skorzystać oraz śmietan-fix. W czasie ubijania rozpuszczamy czekoladę. Można zrobić to na wiele sposób, choć ja przeważnie stosuję jeden, czyli na garnku z wrzącą wodą stawiam metalową miseczkę z czekoladą i czekam aż czekolada się rozpłynie :). Gdy piana będzie już gęsta, dodajemy do niej schłodzoną czekoladę oraz wiórki kokosowe. Całość mieszamy. I nasz krem jest gotowy :).

Teraz wystarczy tylko wyłożyć pierwszą część biszkoptu. Wiem, że niektórzy robią torcik z dwóch warstw. Tym razem ja zrobiłam jednak z trzech. Układamy zatem jedną warstwę biszkoptu, na to bogata warstwa kremu, kolejna warstwa biszkoptu i kremu, a na sam koniec układamy biszkopt, który starannie wysmarowujemy kremem. Nie zapominając o brzegach :). Gotowe ciasto posypujemy wiórkami kokosowymi i odstawiamy do lodówki :).

Torcik gotowy! Z ciekawości, jak przystało na samozwańczego kucharza, spróbowałam kawałek i wyszedł naprawdę dobry! Jutro zabieram zatem mój torcik na degustację do pracy, przyjaciół, a przede wszystkim na kulinarną ocenę mojego tygryska, z myślą o którym i dla którego tak naprawdę to ciasto powstało :).

Bon appetit! ;)

IMG_20150609_195614

Pikantny sos pomidorowy

Przygotowanie sosu nie będzie mocno skomplikowane. Wiem, że niektórzy robią go na zimno, jednak ja wolę go podgotować :).

IMG_20150510_182435 IMG_20150510_182509

Składniki: pomidorki z puszki, kilka ząbków czosnku, cebula (chyba, że przepis naszej potrawy już ją zawiera), sól, pieprz, bazylia, zioła prowansalskie, słodka papryka.

Na patelni rozgrzać odrobinę masełka. Pomidorki rozmieszać. Można użyć do tego blendera, jednak moim zdaniem lepiej jest, gdy w sosie znajdują się większe kawałki pomidorków. Dlatego użyłam do tego widelca. Do gotującego się sosu dodać przyprawy i przeciśnięty przez praskę czosnek. Gotować ok. 7-10 minut.

Pamiętajmy, że to właśnie słodka papryka sprawia, że nasz sos ma specyficzny pikantny posmak i ciemniejszy kolor, jak na zdjęciach powyżej :).

I gotowe! :) W zależności od potrawy sos można podawać na ciepło albo odstawić do ostygnięcia.

Pizzerki z ciasta francuskiego

Wczorajszy wieczór upłynął pod znakiem mini pizzerek :). W miarę sprawnych w wykonaniu, nawet niezbyt mocno czasochłonnych. Składniki kupowałam w pośpiechu, za to zdobyłam niemal wszystko co chciałam, no może oprócz pieczarek. Zastąpiłam je jednak innymi składnikami :).

Ostatnio często wiele rzeczy robię w pośpiechu, za co potem płacę obdartym łokciem, rozdrapanym kolanem i obolałym bokiem – tak jak dla przykładu dziś. Tak bardzo się spieszyłam, wychodząc z mojej nowej-przyszłej pracy, że podczas biegu klapka mi się obsunęła i miałam niezwykle bliskie zbliżenie z chodnikiem… Tak, teraz zdecydowanie czuję, że żyję :).

Czas jednak  na coś przyjemniejszego – a mianowicie mini pizzerki z ciasta francuskiego, które wyszły znakomicie! Sos był bardzo pikantny, nadzienie odpowiednio dobrane a ciasto francuskie pięknie wyrosło. A zapach pieczonej pizzy cudownie roznosił się po całym domu… Na pewno ten przepis będę powielać i rozwijać w przyszłości! :)

pizzerka z kawaa

Składniki:
– opakowanie gotowego ciasta francuskiego,
– farsz: plasterki salami, kukurydza z puszki, starty ser, 2 cebule,
– sos: pomidory całe z puszki (przeważnie wybieram całe), 4 ząbki czosnku,
– przyprawy do sosu: sól, pieprz, bazylia, zioła prowansalskie, słodka papryka.

Pikantny sos pomidorowy możecie przygotować tak jak ja, w przepisie tutaj. Ewentualnie, jeśli chcecie coś lżejszego, możecie dodać mniej słodkiej papryki :). Gdyż to właśnie ona dodaje słodkiej pikanterii i mocnego koloru naszej potrawie :).
Sos odstawić do wystygnięcia.

Cebulkę należy pokroić w kółka i podsmażyć chwilkę na masełku, aż się zarumieni.

Zatem, ciasto francuskie rozkładamy razem z pergaminem i za pomocą dużej szklanki lub kubka wycinamy koła. Pozostałe skrawki ciasta używamy by wykleić boki naszych kół :). Dzięki temu po upieczeniu boki będą wyższe i nadzienie będzie się trzymać środka :). Na zdjęciu poniżej widać właśnie jak wykleiłam boki :).

wysokie boki1 (2) wysokie boki2

Po wycięciu i wyklejeniu boków, ciasto należy wysmarować sosem. Następnie ułożyć na nim kukurydzę, kilka kółek cebulki i plasterków salami. Na samym końcu posypać startym serem i dodatkowo położyć na wierzchu łyżeczkę sosu.

Gotowe pizzerki wyłożyć na blasze wyłożonej pergaminem. Piec około 30 minut w temperaturze 200 stopni :).

IMG_20150510_205355 IMG_20150510_210734

Pizzerki mogą mieć różny kształt, w zależności od pomysłu. Moje były okrągłe jak ciastka i prostokątne jak prawdziwe mini pizze – jak kto lubi :).

Placki ziemniaczane a’la Magda Gessler

Moim zdaniem najlepsze jakie można zrobić :).

Składniki: kilogram ziemniaków, 2 cebule, 3 ząbki czosnku, 2 jajka, 3 łyżki mąki, sól, pieprz.

Ziemniaki obieramy i ścieramy na tarce o małych oczkach. Niektórzy używają blenderów czy też innych urządzeń do pomocy, jednak słyszałam – i osobiście też uważam – że ziemniaki starte własnymi siłami na tarce smakują o wiele lepiej! :)
Tak samo postępujemy z cebulą. Następnie masę przekładamy na sitko i lekko odciskamy. Z powstałej pod sitkiem masy odlewamy sok, a pozostałą mąkę ziemniaczaną dodajemy do ziemniaków i cebuli. Wciskamy czosnek przeciśnięty przez praskę oraz dodajemy dwa roztrzepane jajka. Przyprawiamy solą i pieprzem.

Smażymy placuszki na rozgrzanym tłuszczu, aż będą zarumienione i chrupkie. Grubość i kształt, wielkość są zależne od pomysłu. Polecam mniejsze i cieńsze, wtedy wychodzą chrupiące :).

Tort naleśnikowy ze szpinakiem i serkiem feta

To było wyzwanie. Udane, choć przyznam, że chyba nie przepadam za serkiem feta i muszę dalej szukać pomysłu na szpinak :).

IMG_20150504_100927

IMG_20150504_105741 IMG_20150504_105845

IMG_20150505_075613

Składniki:
– na ciasto naleśnikowe, zgodnie z moim przepisem :),
– na farsz: cebula, 4 ząbki czosnku, zamrożony szpinak – u mnie rozdrobniony, gęsta śmietana 3 łyżki, ser feta (u mnie favita),
– na beszamel: 3 łyżki mąki, 3 łyżki masła, 3 szklanki mleka,
– przyprawy: sól, pieprz, gałka muszkatołowa,
– do posypania:  ser.

Naleśniki możemy zrobić jak w moim przepisie.

Następnie na patelni podsmażamy na masełku cebulkę i czosnek oraz szpinak (można zamrożony). Po chwili dodajemy serek feta oraz śmietanę. Mieszamy. Dodajemy przyprawy: sól, pieprz i gałkę muszkatołową – nie oszczędzając :).

Przygotowujemy beszamel, jak z przepisu.

Naczynie żaroodporne możemy wysmarować masłem albo tortownicę (ja wybrałam tortownicę) wykładamy papierem do pieczenia. I układamy następująco warstwy: naleśnik, szpinak, naleśnik, beszamel cienka warstwa, naleśnik, szpinak, naleśnik, beszamel, naleśnik, szpinak – na samym końcu powinien być naleśnik, który ja udekorowałam szpinakiem i polałam beszamelem :). Całość posypałam startym serem, na samym czubku dodając łyżeczkę beszamelu i masełka :).

Pieczemy ok. 30 minut w temperaturze 180-200 stopni.

Osobiście wolę wersje na słodko, ewentualnie chudsze, lub bez serka feta :).